piątek, 23 grudnia 2016

Piękni mężczyźni i piękne kobiety

     Przedświąteczny szał jutro ma się skończyć. Ostatnie machanie ścierą, ostatnie prezenty zapakowane - można wreszcie położyć się pod choinką i odpocząć. 

      Ja też wpadłam w świąteczny szał. W połączeniu z pracą i dwójką małych dzieci poskutkowało to absolutnym brakiem czasu dla siebie i dla bloga. Czytałam mało, pisałam wcale. Teraz nareszcie mogę chwilę siąść i... zastanowić się o czym pisać. Mam w głowie kilka dłuższych tekstów, ale chciałabym móc się nad nimi skupić, a książki, po które sięgałam w ostatnim czasie nie zasługują na żadne wielkie opisywanie. Większość z nich mogłabym określić - "no, spoko, można przeczytać". 

      Dlatego napiszę dzisiaj notatkę o przedstawicielce grupy książek, które ostatnio wśród czytelników, a zawłaszcza czytelniczek, są bardzo popularne. Mówię oczywiście o erotykach, które po wielkim sukcesie "50 twarzy Greya" wydawane są masowo, a wydawnictwa szukają coraz to nowych sztuczek, żeby przekonać czytających właśnie do swoich publikacji.

       Osobiście przeczytałam kilka z nich, łącznie ze wspomnianym Greyem. Zdecydowała większość z nich pisane jest na jego kopyto - on piękny, ona piękna, oczarowanie od pierwszego wejrzenia, "nie możemy", seks, "nie powinniśmy", seks, problem, rozwiązanie. Zakończenie mniej lub bardziej szczęśliwe.

      Nie zrozumcie mnie źle - te historie może nie są wybitne, ale jako literatura lekka i przyjemna sprawdzają się zwykle doskonale. 

       Najbardziej w moje gusta trafiła seria "Piękny drań". Powieści Christiny Lauren (czyli duetu Christina Hobbs i Lauren Billings) wpisują się w schemat, który przedstawiłam powyżej, ale jednocześnie są zabawne, a sceny zbliżeń nieudziwnione, napisane zmysłowo i ze smakiem (tu gratulacje dla tłumacza). Dodatkowym plusem jest fakt, że autorki nie ciągną wątku jednej pary przez kilka książek i nie komplikują jej życia na siłę, żeby tylko było o czym pisać. Każda część serii ma innych głównych bohaterów, a ci, których już poznaliśmy pojawiają się jedynie gościnnie w paru scenach.

     Wiadomo - nie każdemu pasuje taki typ powieści, a język jakim napisane było "50 twarzy Greya" mógł zniechęcić nawet tych mało wymagających czytelników. Sama przez dłuższy czas nie chciałam czytać nic co było do tej książki porównywane. Dałam się jednak przekonać i naprawdę nie żałuję, bo trochę pikanterii jest naprawdę ciekawym dodatkiem do książkowych historii miłosnych.

Moja ocena: 6,5/10
Tytuł: Piękny drań
Autor: Christiny Lauren
Dla kogo:  Dla Pań. Fajnie sobie pomarzyć o takim pięknym draniu ;)

środa, 7 grudnia 2016

Korponinja

    Jens Jansen zniknął. Nie ma go w domu, telefon ostatni raz zalogował się gdzieś w Laponi. Nie ma go w
pracy... Czy aby na pewno?

     Jensowi nie stało się, przynajmniej teoretycznie, nic złego. Zmęczony swoim przeciętnym życiem, znudzony, postanawia uciec. I chociaż normalnie ucieczka kojarzy nam się z odległością to nasz bohater postanawia być oryginalny. Ukrywa się w budynku firmy, w której pracował. Rozbija obozowisko w starym magazynie i z ukrycia obserwuje życie innych trybików korporacji.

    "Korponinja" jest szalenie oryginalną powieścią. Przynajmniej dla mnie - raczej nie czytałam wcześniej tego typu książek, a nawet ta trafiła w moje ręce raczej przez przypadek.
   
     Na pewno nie żałuję jej przeczytania, a wręcz przeciwnie - myślę, że przekonała mnie do wyjścia z bezpiecznej przestrzeni moich ulubionych gatunków i poszukiwania czegoś nowego.

    Poza tym mam wrażenie, że powinnam napisać dwie osobne recenzje - jedną dla książki humorystycznej, a drugą dla tej gorzkiej.

    Powieść Larsa Berge skrzy się satyrą i czarnym humorem. Zdarzało mi się, że przerywałam lekturę, żeby fragment przeczytać mężowi lub opowiedzieć mu sytuację, która przydarzyła się bohaterom. nie da się bowiem ukryć, że autor potrafi być złośliwy, a jego przerysowane postacie wprost zmuszają do uśmiechu swoją niedorzecznością czy absurdalnym podejściem do niektórych spraw.

     Z drugiej jednak strony "Korponinja" pokazuje nam przykry obraz tysięcy, a może nawet milionów ludzi-trybików pracujących w firmach, urzędach, korporacjach. Oczywiście - historia Jensa jest bardzo wyolbrzymiona, ale bardzo boleśnie zdajemy sobie sprawę, że mocno opiera się na rzeczywistości.

    Zastanawiam się - czy przeciętność jest czymś normalnym, bezpiecznym czy może jest chorobą, na którą cierpią współcześni ludzie. 

    "Korponinja" jest książką bardzo zabawną, ale to jej gorzka część zostaje z czytelnikiem.

Moja ocena: 7,5/10


Tytuł: Korponinja
Autor: Lars Berge
Dla kogo:Myślę, że to książka tak nietypowa, że każdy powinien spróbować ją przeczytać. A może się spodoba?

Odrażająca

ODRAŻAJĄCA

To wszystko co mam ochotę powiedzieć  na temat rzekomej parodii Harrego Pottera.

Michael Gerber powinien chyba zajrzeć do słownika, żeby przypomnieć sobie czym właściwie jest parodia.

"Barry Trotter i bezczelna parodia" to zbiór wulgaryzmów, prostackich dowcipów o seksie, ćpaniu i pierdzeniu, ale na naprawdę rynsztokowym poziomie. Prawdopodobnie jest tam też jakaś fabuła, ale nie zauważyłam.
Parę udanych momentów to naprawdę za mało, żeby nie pomyśleć o koszmarnym marnotrawieniu papieru na takie, no e... coś.

I wiem, że ktoś może powiedzieć, że to dlatego, że jestem fanką Harrego. Otóż nie. Na internecie jest mnóstwo dobrych tekstów, filmików czy rysunków, które można nazwać parodią Harrego, na których pękałam ze śmiechu (m.in. kreskówki "jak to powinno się skończyć").

A "Barry Trotter" jest po prostu odrażający.

Moja ocena: 0/10

Zemsta, iluzja, miłość

    Niektóre książki, aż proszą się o przeczytanie - mają przyciągającą wzrok okładkę i intrygujący opis. Po prostu aż chce się zabrać taka powieść do domu, umościć się pod kocykiem i zacząć czytać z nadzieją, że pozycja, którą trzymamy w ręce dostarczy nam to, co obiecała.

    Tak było w przypadku książki "Sześć serc" - historii iluzjonisty, który został oskarżony przez tabloid o zabicie człowieka. Pragnie zemsty, ale, jak to w przypadku iluzjonistów, czy patrzymy w dobrą stronę?

    Przez pierwszą część książki właściwie nic się nie dzieje. Poznajemy bohaterów, fabułę i generalnie jest sporo gadania i przemyśleń. Do przodu pchała mnie jednak ciekawość napędzana prologiem.
   Paradoksalnie jednocześnie uważam, że zakończenie książki byłoby ciekawsze, gdyby tego prologu nie było. To przez niego od początku wiemy kim jest Matilda, kim jest Jay i do czego dąży. Nadal jednak zadajemy sobie pytanie "jak to zrobi", dlatego mimo wszystko jest interesująco.

       Dużym plusem jest profesja Jaya - opowieści o jego pokazach były fascynujące i podobało mi się, że autorka uchyliła rąbka tajemnicy niektórych sztuczek.

    Nie polubiłam za to Matildy - była dla mnie postacią irytującą i raczej bezbarwną. Rozumiem, że miała być taką "dziewoją do uratowania", ale było w tym wiele przesady.

     L.H. Cosway nie do końca chyba wiedziała na co się zdecydować - czy pisze sensację, czy romans, czy erotyk. Sensacji trochę za mało, romans trochę nadęty i sztucznie skomplikowany, a na erotyk trochę za mało scen ;)

     Mimo to wyszła z tego pomieszania książka fajna, raczej przystępna, z paroma niebanalnymi scenami. Doskonała, żeby odprężyć się w zimowy wieczór.

Moja ocena: 6,5/10

Tytuł: Sześć serc
Autor: L.H. Cosway
Dla kogo: Dla babeczek, które chcą sobie coś poczytać dla odprężenia, ale żeby w książce było więcej treści niż wzdychanie do siebie bohaterów


wtorek, 6 grudnia 2016

Rosół z kury domowej

Jeśli lubi się czytać literaturę dla kobiet i jeszcze do tego pracuje w bibliotece nie sposób było nie słyszeć o Nataszy Sochy. Po jej książkę "Awaria małżeńska" (napisana wspólnie z Magdaleną Witkiewicz), do tej pory ustawiają się w bibliotece kolejki. Nie miałam serca, żeby wbić się do tej kolejki, więc pokornie czekam, aż przyjdzie mój czas na tę powieść. W moje ręce wpadła jednak inna jej książka, dlatego skorzystałam z okazji, żeby wreszcie zapoznać się z twórczością Pani Nataszy.

Hmmm...

Nie tak wyobrażałam sobie jej powieści. I dlatego ciężko mi teraz uporządkować to wszystko o czym myślę po skończonej lekturze. Zacznę od najprostszego.

"Rosół z kury domowej" jest swego rodzaju ostrzeżeniem dla kobiet: CZYTAJCIE I UCZCIE SIĘ - oto co się może z wami stać, jeżeli całkowicie zaufacie mężczyźnie. Nie bądźcie kurami domowymi. Kury domowe są bezwolne, zależne wyłącznie od Pana i Władcy, a Pan i Władca to najczęściej oszust, świnia, brutal, prostak i jeszcze wiele innych wyrazów bliskoznacznych. A przynajmniej tak wynika z książki.

Niewątpliwie autorka ma talent do wpływania na emocje czytelnika. Byłego męża Wiktorii znienawidziłam od razu, niechęcią szczerą i pogłębianą z każdym zdaniem jego opisu. To samo było z każdym kolejnym mężem (oczywiście nie Wiktorii tylko innych bohaterek) - gbury, chamy i, za przeproszeniem, debile.

Pani Socha pisze bardzo ciekawie, dba o szczegóły, widać, że świat "perfekcyjnej Pani domu" zna i zrobiła z tego użytek. świetne porady, bardzo ciekawie wplątane w fabułę dodały historii pewnej autentyczności.

I chyba owa autentyczność sprawiła, że tak byłam zaskoczona "Rosołem z kury domowej". Spodziewałam się kolejnej książki do chichotania, z gatunku rozwód - minidepresja/ucieczka - szczęśliwe zakończenie. Historie Wiktorii, Lei, Judith i Mary są historiami, które dzieją się wokół nas. O kobietach, które w pewnym momencie stają się jednym ze sprzętów domowych lub workiem do wyładowywania nerwów.

Autorka nadaje całej powieści raczej humorystyczny wydźwięk, ale nie lekceważy powagi opisywanych przez siebie życiorysów bohaterek. Stara się przeanalizować to co się działo w ich życiu i wcale nie twierdzi, że to wyłączna wina ich mężów. Fakt - panowie, których poznajemy w tej książce w większości w pełni zasługują na obdarzenie ich wyżej wymienionymi przymiotnikami, ale czytelnik jest świadomy, że często początek tej sytuacji zależy od bierności, lenistwa czy wygodnictwa pań. W niczym to nie usprawiedliwia bycia wrednym jełopem - co to, to nie. Jednak widzimy, że tak naprawdę tylko jedna z nich próbuje "naprawić" swoje życie. Reszta raczej wymyśla sobie nowe cele i dąży do nich próbując się odciąć od przeszłości.

Sam temat główny - gotowanie nago - pojawia się dopiero w drugiej połowie książki i jest tym co każdej z bohaterek daje dodatkowego kopa.

Książka Nataszy Sochy naprawdę daje do myślenia. Jest kilka trafnych spostrzeżeń, parę naprawdę zabawnych stwierdzeń ("W głowie się nie mieści, ile rzeczy muszę mieć przez was w dupie") oraz zdumiewające sceny, z których nie wiadomo czy się śmieć czy łapać za głowę - jak scena kiedy ciotka wymienia Wiktorii rodzaje zabrudzeń, a kobieta podaje z głowy całe definicje wywabiania plam. Przede wszystkim jednak to książka o sile - sile, którą kobiety mają w sobie, ale żeby ją odnaleźć potrzebują wsparcia, przyjaźni lub szalonego pomysłu.

Powieść, rzecz jasna, polecam :)


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Rosół z kury domowej
Autor: Natasza Socha
Dla kogo: dla kobiet i dla Kobiet