wtorek, 14 lutego 2017

1 by wszystkimi rządzić, a 11 by zostać legendą ;)

    Kiedy ktoś interesuje się koszykówką, a zwłaszcza NBA to są pewne nazwiska, które musiał słyszeć. Jordan, Bryant, Rodman, O'Neal, Malone, Barkley, Chamberlain i wiele innych. Kiedyś muszę siąść i z ciekawości zacząć spisywać - ile byłabym w stanie wypisać z pamięci nazwisk koszykarzy z amerykańskiej ligi. Oczywiście znakomita większość to byliby gracze z lat 90-tych, ale, nie chwaląc się, myślę, że lista byłaby długa. Mam po prostu ogromny sentyment do czasów kiedy na parkietach królowało Chicago Bulls, Michael Jordan był bogiem, a najnowszy numer Magic Basketball przechodził z rąk do rąk.
    W domu mieliśmy film dokumentalny o Harlem Globetrotters, który oglądaliśmy z bratem tak często, że "Sweet Georgia Brown" (hymn drużyny) była chyba najczęściej nuconym (gwizdać nie umiałam) przeze mnie utworem.
     
     Wiem, że kluczę wokół tematu, ale zaraz przyznam się dlaczego. Wśród całej plejady gwiazd, nazwisk, które zapamiętam do końca życia było też jedno dosyć szczególne - Phil Jackson, trener-geniusz. Jego biografia, kiedy tylko się pojawiła, wskoczyła na szczyt mojej osobistej listy "do przeczytania". Wreszcie ją dorwałam i no... mam problem.

    Phil Jackson jest uważany za jednego z najlepszych trenerów w historii NBA. Historia jego kariery jest bardzo rozległa - zaczyna się pod koniec lat 60-tych i nadal trwa. Materiału na biografię zebrało się sporo. 

    "11 pierścieni" tradycyjnie rozpoczyna się dzieciństwem i młodością, ale jest to niesamowicie krótkie - takie "dzień dobry, czytelniku, muszę o tym powiedzieć, bo wypada, ale już kończę". I właściwie bardzo dobrze, bo w przypadku takiej postaci nie bardzo chce mi się czytać o jego kłótniach z rodzeństwem itp. Potem następują opowieści o początkach kariery Phila, o latach kiedy sam był koszykarzem i przyznam się wam - dla mnie to była droga przez mękę, dwa razy byłam bliska odłożyć tę pozycję na zawsze.
     Dlaczego?
   Przytłoczyła mnie ilość nazwisk, o których wspomniał autor - koledzy z drużyny, działacze, trenerzy, przeciwnicy, ludzie, którzy byli jakąś inspiracją. Jeżeli ktoś nie interesował się koszykówką lat 70-tych (czyli na przykład ja) to byli to anonimowi ludzie, których mnogość tylko mieszała w głowie. Były jednak w tym fragmencie informacje istotne, tam pojawiają się początki taktyki ofensywy trójkątów, które były tak ważne w pracy trenera. Nie wydaje się, że można pominąć ten fragment opowieści, więc po prostu brnęłam przez kolejne 100 stron, aż dotarłam wreszcie do ery Chicago i mój odbiór biografii zmienił się o 180°.
      
     W stylu nic się nie zmieniło, ale nagle postacie, które pojawiały się wokół trenera były mi znane - to właśnie na te czasy czekałam. I w tym momencie książka stała się dla mnie chyba jedną z najlepszych biografii sportowych. Phil Jackson był w centrum wszystkiego, a ja chciwie łapałam informacje o nim, jego inspiracjach, ciekawostkach i całej galerii osobowości kręcącej się w okolicy. Współpraca z gwiazdami, dążenie do zdobycia mistrzostwa, a przede wszystkim ta pasja w trenowaniu tych młodych chłopaków było wyjątkowe. Nie wiem na ile to upiększenie samego bohatera, a ile czysta prawda, ale sposób prowadzenia drużyny, wzorce, z których Jackson czerpał i jego pomysły - to wszystko wywarło na mnie duże wrażenie.
     Swoje życie prywatne Phil w większości pomija, czasem pojawia się jakieś wtrącenie, ale generalnie nie ma większego wpływu na główne przesłanie książki, które można streścić w jednym zdaniu: "Kocham koszykówkę, chcę być najlepszym trenerem i oddaję się temu w 100%".

      "11 pierścieni" to naprawdę wyjątkowa pozycja wśród biografii ludzi koszykówki, ale trzeba być przygotowanym na to, że życiorys zawodowy Phila Jacksona idzie praktycznie równolegle z całą historią NBA od lat 70tych i ma to bardzo duży wpływ na treść książki i ilość nazwisk, które pojawiają się na jej kartkach. Nie wyobrażam sobie jednak, że jakiś fan koszykówki może pominąć tę pozycję, zwłaszcza, że pojawiają się na jej kartach historie związane chyba ze wszystkimi gwiazdami tego sportu z ostatniego ćwierćwiecza.

Moja ocena: 7,5/10
Tytuł: Phil Jackson. 11 pierścieni
Autor: Phil Jackson, Hugh Delehanty

Dla kogo: Dla fanów

piątek, 3 lutego 2017

Owocowe życie

     Owocowa trylogia Izabeli Sowy została już trochę zapomniana. Kiedyś bardzo popularna - te książki rzadko stały na bibliotecznych półkach - obecnie zginęła gdzieś pod nawałem innej babskiej literatury. Postanowiłam o niej przypomnieć, bo to naprawdę wyjątkowe książki.

Malina w szale odchudzania, który chyba zna każda kobieta:
"Przez dwa dni chodziłam dumna i blada. Pękłam trzeciego (...). Łupało mnie w głowie po mleku. Ser tofu smakował jak gips rozrobiony z kranówą. Trzeciego dnia stanęłam na wadze. Ani grama mniej. Tyle mordęgi na nic. Burczenie w żołądku. Koszmary o bitej śmietanie, ślina do ziemi na widok gorących drożdżówek. Bolesne marzenia o chrupiącej piętce razowca z masłem i pomidorem. Trzęsącym paluchem wykręciłam numer Telepizzy. Zamówiłam jedną dużą ze wszystkimi dodatkami. Była akurat promocja i dostałam drugą dużą, margaritę z oliwkami. Zjadłam obie. Popiłam piwem, a potem leżałam rozwalona jak jamnik. Pełna pizzy i pogardy dla siebie."
     Czy właściwie muszę pisać więcej? "Smak świeżych malin" i kolejne części to po prostu konkretne dawki humoru. Malina, jak mało która bohaterka, dostaje od życia w taki sposób, że czytający zwija się ze śmiechu. Kilka scen powinno mieć miano kultowych, ale nie będę dawać przykładów, żeby nic nie zdradzić.

     Kolejne części trylogii, a właściwie tetralogii to "Cierpkość wiśni", "Herbatniki z jagodami" i "Zielone jabłuszko". Każda książka ma nową bohaterkę, ale czasami gościnnie pojawia się jakaś postać z innej powieści. Nie muszę chyba uświadamiać nikogo, że wszystkie trzymają poziom, a autorka udowadnia, że potrafi stworzyć świetnych bohaterów, którzy nie są kalkami tych z poprzednich książek. Tutaj też pojawia się gigantyczny plus - bohaterki nie noszą znamion marysujkowatości, która tak często irytuje w przypadku babskiej literatury.

     Jedynym minusem tych książek jest upływający czas. Brak telefonów komórkowych i innych wynalazków ostatnich lat może nie przeszkadza w historii, ale momentami czytelnik odczuje przeskok cywilizacyjny.

     Polecam te książki, bo są naprawdę fajne i odprężające. Warto je odkopać, zdmuchnąć kurz i przeczytać historie, o których często możemy powiedzieć - znam to, miałam tak samo, czułam to samo.

Moja ocena 8/10
Tytuły: "Smak świeżych malin", "Cierpkość wiśni", "Herbatniki z jagodami" i "Zielone jabłuszko"
Autor: Izabela Sowa
Dla kogo: Dla kobiety, która zmęczona po pracy chciałaby usiąść na kanapie pod kocem i się zrelaksować.