niedziela, 22 stycznia 2017

Czy znowu dałam się nabrać?

     Wiele razy podkreślałam, że nie przepadam za czytaniem biografii piosenkarzy czy aktorów, ponieważ bardzo często to rozciągnięte do granic przynudzania zbiory ciekawostek rodem z kolorowych gazet. Fani chcą poczytać o swoim ulubionym artyście, ale niestety, poza koncertami/występami i pisaniem piosenek/uczeniem się roli, często nie robi on nic więcej, dlatego szpikuje się tekst opowieściami o dzieciństwie, a potem o skandalikach i historiach o spotkanych innych sławach. Oczywiście, to co napisałam, jest bardzo ogólne. Mowa tutaj przede wszystkim o młodych gwiazdkach, a nie wybitnych artystach z wieloletnim doświadczeniem, których biografie potrafią być autentycznie interesujące.

       No cóż, niby to człowiek taki mądry, ale jak dostał w łapki biografię młodej piosenkarki, której twórczość baaardzo lubi to się jakoś zapomniało, że lepiej takich pozycji nie czytać... I co? Czy znowu dałam się nabrać?

      Florence Welch ma obecnie 30 lat. Jej biografia ma tytuł "Głos wszechmogący" i, cholera, jest to chyba jeden z trafniejszych tytułów w historii. 
      Najważniejszym i największym plusem całej publikacji jest fakt, że autorka miała na nią pomysł. Zwykle biografie pisane są jednoosobowo: - poszedł - nagrał - spotkał - przeżył - w tym/ tamtym roku. Tutaj autorka dowcipkuje, czasami zwraca się do Flo, a czasem do czytelnika. Nie wyobrażam sobie, że o tej wokalistce można pisać wyłącznie z powagą i na moje szczęście Zoe Howe również tak myślała.

     Poza typowymi dla biografii faktami i ciekawostkami, znajdziemy tu takie dygresje:
"Narodziny Florence wypadły (...) tuż po tym, jak Chris De Burgh podbił listy przebojów w WB "Lady in Red". Zatem można uznać, że ten pamiętny rok (...), był równocześnie dobry i zły dla brytyjskiej muzyki"
     "Głos wszechmogący" czytałam wyjątkowo długo. Nie dlatego, że książka dłużyła się czy była nieciekawa. Wprost przeciwnie! Po prostu co chwila czytałam o jakiejś piosence, która zainspirowała Flo, lub o sposobie w jaki powstał jej utwór i natychmiast musiałam go posłuchać. Leciałam z książką do Youtuba, włączałam utwór i słuchałam go z nowo zdobyta wiedzą.

      Przyjemnie było odkrywać świat tej barwnej wokalistki. Tym bardziej, że często okazywało się, że mamy wiele wspólnego (nie tylko zamiłowanie do rudych włosów). Miłe też było to, że Florence przy całej swojej hippisowskiej naturze okazała się być profesjonalistką "dopieszczającą" swoje utwory (poza "Cosmic love", którego historia powstania mnie powaliła). Opisy pracy nad piosenką czy koncertem utrwaliły mnie w przekonaniu, że panna Welch to nie tylko niesamowity głos, ale po prostu niesamowite wszystko.

      Czy warto tę książkę przeczytać? No jasne! Jest takie zdanie, Gilberta Cesbrona, o którym ciągle myślałam w czasie czytania:
"Każdy z nas ma we wnętrzu muzykę, która mu akompaniuje. Jeśli słyszą ją także inni, nazywa się to osobowością". Myślę, że Flo pokazała tę swoją wewnętrzną muzykę doskonale. I dlatego warto ją lepiej poznać oraz The Machine - ludzi, którzy ją otaczają.

Jeżeli jeszcze nigdy nie trafiliście na Florence + The Machine to zapraszam, posłuchajcie:

Florence + The Machine - Cosmic Love


I błagam - wiem, że nie każdy lubi to samo, nie da się uwielbiać wszystkich, ale doceńcie ten jej niezwykły głos.

Moja ocena: 8/10


Tytuł: Florence + The Machine. Głos wszechmogący
Autor: Zoe Howe
Dla kogo: Dla fanów, ale polecam każdemu
 

2 komentarze:

  1. Nie słucham muzyki tego zespołu, ale kobitka ma talent i to ogromny :)
    Nie cierpie biografii, więc za tę pozycję podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głos rozsądku :) Jak ja lubię osoby, które potrafią "nie lubieć czegoś", a jednocześnie docenić.
      W czasach wszechobecnego hejtu, aż miło wiedzieć, że takie jednorożce istnieją .

      Usuń

Komentuj komentuj :)