poniedziałek, 20 marca 2017

Mój pierwszy raz z Musso

    Wracam do życia blogowego - mam nadzieję, że szpitale, choróbska i inne paskudztwa już za mną i moją rodziną. Nareszcie czytam i mam chwilkę, żeby pomyśleć o tym, że czytam. Wierzcie mi - naprawdę czasem trudniej jest znaleźć czas na myślenie niż czytanie.

    Jednak ten czas nadal mam mocno ograniczony i w związku z tym postanowiłam, że wrócę do literackiego świata czymś co uchodzi za lekkie i sprawdzone. Mój wybór padł na książki Guillaume Musso, w którym wiele moich koleżanek zaczytuje się z przyjemnością.

    W domu mam kilka jego książek - kupionych na wyprzedażach, nabytych na wymianach książkowych. Przyznaję, że nie zastanawiałam się, którą pozycję mam wybrać - wzięłam "Kim byłbym bez ciebie?", bo była pierwsza z brzegu.
 
    "Kim byłbym bez Ciebie" opowiada o miłości Martina i Gabrielle. Zakochują się w sobie jako dwudziestolatkowie, ale los ich rozdziela. Martin próbuje jeszcze walczyć, ale przegrywa. Mijają lata, a mężczyzna nadal żyje wspomnieniem miłości swojego życia. Wiedzie samotne życie policjanta, a jego celem jest złapanie nieuchwytnego przestępcy - złodzieja obrazów. Archibald skradł wiele dzieł sztuki - czym zakończy się jego pojedynek z młodym policjantem?

      Wrażenie? Jestem jednocześnie zadowolona, zaintrygowana i rozczarowana.

    Zadowolona, bo książka  faktycznie była tym czego oczekiwałam - uroczym, napisanym przyzwoicie romansem, który przeczytałam błyskawicznie. Nie musiałam się skupiać, wysilać, myśleć, bo lektura po prostu płynęła przed moimi oczami. 

    Zaintrygowana, ponieważ autor nie bał się przełamać granicy fantastyki, dzięki czemu wyłamał się typowemu romansidłu. Miałam okazję zobaczyć jego wyobrażenie "życia w śpiączce" i wyłamanie się barierom logiki. To miła odmiana, ponieważ zwykle autorzy wyciskaczy łez unikają czegoś takiego jak ognia. Nawet jeśli czasem ich książki "łamią bariery logiki" to robią to w inny, niezbyt pozytywny sposób ;)  - mówię oczywiście o momentach kiedy bohaterowie robią coś wbrew zdrowemu rozsądkowi i zachowują się idiotycznie, a dzieje się tak tylko dlatego, że autor nie wiedział jak popchnąć historię do przodu.

    Niestety, żeby nie było zbyt miło i cukierkowo mam również kilka dosyć poważnych zarzutów. Przede wszystkim autor niestety nie unika owych idiotycznych zachowań. Motorem całej historii jest rozdzielenie kochanków, ale kiedy Martin podejmuje desperacką próbę zachowania ich miłości i leci do Nowego Jorku, Gabrielle nie przyjeżdża. Czemu akurat tam, skoro poznali się w San Francisco i tam mieszkała dziewczyna?  I czemu nie powiedziała Martinowi, dlaczego nie przybyła na spotkanie? Nie była to tajemnica, której nie można by było powiedzieć ukochanemu. 
    Takich  "sztucznych napędzaczy akcji" jest jeszcze kilka, ale można powiedzieć, że to się zdarza. Nie rozumiem jednak, dlaczego autor wprowadził wątki Swietłany i dziewczynki z ośrodka wychowawczego? Oba są bardzo ciekawe, ale potraktowane tak pobieżnie, że aż przykro. Takie "Wow, Martin jest taki super ekstra, ma złote serce, patrzcie" i poza tym nic.
     Najgorsze jednak jest zbyt płytkie potraktowanie postaci Archiego. Wiem, że "Kim byłbym bez Ciebie" nie miała być powieścią sensacyjną, ale parę szczegółów dotyczących jego włamań mogłoby być interesujące.
     Najdziwniejsze było jednak zakończenie, które sprawiało wrażenie jakby autorowi znudziło się pisanie i chciał je zakończyć jak najszybciej.

    Minusem jest niestety również nasze polskie wydanie. Opis książki z tyłu okładki zawiera błąd i to w imieniu głównej bohaterki. Czcionka jest ogromna, jak w wypracowaniu ucznia, który miał oddać 5 stron, a napisał tylko 3 (chociaż to, dla niektórych pewnie będzie akurat plus).

     Kiedy w bibliotece pojawia się jakaś nowa książka Musso natychmiast robi się kolejka czytających - rozumiem teraz dlaczego tak się dzieje, ale ja do tych kolejek nie dołączę. Dam autorowi jeszcze jedną szansę i przeczytam inną jego powieść, ale tym razem postaram się dobrze przemyśleć którą. 

Moja ocena: 5/10
Tytuł: Kim byłbym bez Ciebie?
Autor: Guillaume Musso
Dla kogo: Nie wiem

3 komentarze:

  1. Przeczytaj Potem. Ja akurat nie lubię romansów ani fantastyki, chyba że w wydaniu Musso. Przeczytałam wszystkie jego książki jednym tchem. Obecnie zaczytuję się w Puzyńskiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sama czytałam tylko jedną ksiązkę Musso i też miałam takie same odczucia jak Ty. I od tamtej pory nie sięgnęłam po żadną inną powieść Musso.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie lubię romansów, więc od tej książki będę się trzymać z daleka.
    Powiem Ci, że właśnie ja uwielbiam duże czcionki :D Im większa, tym lepsza! Po prostu nie męczą mi się tak oczy, a i tak już mam wadę wzroku, więc staram się o nie dbać...
    Pozdrawiam ciepło :)
    Recenzje Kasi

    OdpowiedzUsuń

Komentuj komentuj :)