piątek, 1 września 2017

"Wszystko wina kota" - Agnieszka Lingas - Łoniewska

     Już od jakiegoś czasu planowałam przeczytać jedną z książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Na nasze pierwsze spotkanie wybrałam jej najnowszą powieść "Wszystko wina kota". To było bardzo dziwne spotkanie, bo książka po miłym początku jednak mi się nie podobała.

     Lidka jest bardzo popularną pisarką - nikt jednak, poza wąskim gronem zaufanych ludzi, nie wie, że to ona jest Różą Mak. Nigdy nie pokazała się publicznie, wywiadów udzielała tylko poprzez e-maile. Jednak jej agentka i przyjaciółka zaczyna popychać ją w stronę ujawnienia swojej prawdziwej twarzy. Bohaterka zaczyna się nad tym zastanawiać, boi się jednak zmiany, zwłaszcza, że w prywatnym życiu czeka ją sporo zawirowań za sprawą przystojnego sąsiada... 

     Książkę przeczytałam błyskawicznie. To jedna z tych typu "lekko i przyjemnie" - zresztą tego się spodziewałam. Każdy z bohaterów dostał swoje rozdziały i własną historię, dlatego można powiedzieć, że w tym jednym tomie mamy tak naprawdę 3-4 książki. Historie przyjaciółek Lidki mają swój tor, który z innymi łączy je tylko przyjaźń naszych bohaterek. Ma to swój plus - dostajemy inne miłosne opowieści bez typowych dłużyzn, które często mają za cel wypełnianie jak największej ilości stron.
     Jeśli zaś chodzi o nasze bohaterki, to teoretycznie mają swoje charaktery, są fajne, wierne, ufają sobie i wspierają się. Taka gromadka babeczek, z którymi każda chciałaby się napić wina.

   I to by było na tyle jeśli chodzi o plusy. W momencie kiedy jednak zaczęłam zastanawiać się nad książką, a nie tylko "płynąć" z tekstem to zobaczyłam, że to niestety nie jest dobra książka.

     Przede wszystkim mężczyźni. Są jakby żywcem wyjęci z marzeń dziewczynek o idealnym księciu - jednego można jeszcze znieść, ale czterech czy pięciu w jednej książce? Pojawiają się w życiu bohaterek prawie w tym samym momencie, wszyscy zakochani od pierwszego wejrzenia i gotowi rzucić przyjaciółkom świat do stóp. Więcej - autorka próbuje nam wmówić, że stalkerstwo jest seksi, podejrzana przeszłość nie ma absolutnie znaczenia, a zdradę łatwo można wybaczyć, jeśli nasza druga połowa zdradza nas w tym samym momencie. Istnieją też bohaterowie, których jedynym zadaniem jest po prostu zakochać się w naszych kobietkach, zupełnie nielogicznie (oczywiście od pierwszego wejrzenia) i bez jakichkolwiek podstaw.
    Nawet motyw tajemniczego "Jacka Sparrowa" pomimo ciekawego początku został rozwiązany sztucznie i mało zaskakująco.

      Jeśli zaś  chodzi o kobiety - wplecenie w jednej książce tyle wątków okropnie wszystko spłyciło. Niby dowiadujemy się, że Karolina to silna, przeklinająca babka, a Tatiana nieugięta pani prezes, ale nie mamy na to żadnego dowodu. Dziewczyny spotykają się i gadają o facetach i problemach z nimi związanymi. Jedyny wyjątek to motyw ujawnienia się Lidki jako Róży Mak. W osobnych historiach również widzimy ich tylko w sytuacjach związanych z mężczyznami. 
     "Wszystko wina kota" zostało stworzone niczym "Atomówki" - Cukier! Słodkości! I różne śliczności! Agnieszka Lingas-Łoniewska nie dodała jednak do tego nic więcej - jakiegoś realizmu. Smutne wątki nie są smutne, bo nie potrafiliśmy poznać, ani tym bardziej polubić postaci z książki.
       Muszę przeczytać inną książkę tej autorki, bo opisy innych mimo wszystko wydają się kuszące. Liczyłam po prostu, że książka autorki o takim dorobku uniknie tego infantylizmu, który aż wylewa się z całej powieści oraz nagromadzenia stereotypowych rozwiązań. Ciężko mi uwierzyć, że to nie jest debiut jakiejś dojrzewającej dziewczyny.

Moja ocena: 3/10 
Autorka: Wszystko wina kota
Tytuł: Agnieszka Lingas-Łoniewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj komentuj :)