Tajemnica Sary H. - Paulina Wróbel

Znowu zdarzyła mi się blogerska przerwa, ale wracam i to z nie byle jaką książką!



       Kiedy dowiedziałam się, że Paulina Wróbel wydała książkę to w zakamarkach mojego umysłu odezwał się mały potworek – „Dziewczyna z mojego miasta napisała książkę? O jak ją przeczytam i skrytykuję, hehehe [złowieszczy śmiech].” No i co? Zawiedziona jestem! Nie da się krytykować za bardzo!

      Małgorzata Lindberg jest aktorką nie pierwszej świeżości, a parę lat temu jej wspaniałą karierę zniszczył okropny skandal. Teraz odczekała już trochę czasu i gotowa jest znowu rozświetlać ekrany swoją osobą. Spotkanie z reżyserem nie kończy się jednak najlepiej, dochodzi do wypadku i… kim właściwie jest Sara H? Dlaczego tytuł nie jest o Małgorzacie, tylko o jakiejś tam Sarze? 

    Od razu napiszę – książka podobała mi się nadzwyczajnie. Gdyby istniał podręcznik dla początkujących pisarzy to „Tajemnica Sary H.” powinna być w nim przedstawiona jako „debiut idealny”. Mamy ciekawe postaci, odejście od zgranych schematów, świetne pióro i brak dłużyzn.

     Największą zaletą książki są jej bohaterowie – nawet najlepszy pomysł na fabułę, najzabawniejsze żarty nie uratują powieści jeśli ludzie, o których czytamy będą jednowymiarowymi bałwanami. Tymczasem w „Tajemnicy Sary H.” mamy całą galerię prawdziwych postaci – takich, których motywacje potrafimy zrozumieć, takich, których chcielibyśmy zdrowo kopnąć w tyłek, bo nas denerwują, albo takich, którzy nas intrygują i jesteśmy ich zwyczajnie ciekawi co się z nimi stanie. 

       Nie ma żadnego pójścia na łatwiznę w stylu „a teraz postać zachowa się totalnie głupio, żebym mogła popchnąć fabułę do przodu” – co dla mnie jest wyjątkowo ważne, ponieważ nie znoszę rozwiązań czy to w powieściach czy filmach, w których bohater zachowuje się wbrew jakiejkolwiek logice. No i żadnych przerysowań, a przecież przy tak niezwykłej tematyce książki było o to bardzo łatwo.

    Ogromnym plusem jest również fakt, że po przeczytaniu całej pierwszej części ja nadal nie wiem czy ja w ogóle lubię Małgorzatę. Z jednej strony jest postacią intrygującą i jej losy sprawiają, że nie da się przestać czytać. Z drugiej doskonale zdajemy sobie sprawę, że cała historia dzieje się na czyjejś krzywdzie. I właściwie nie da się przewidzieć co stanie się dalej – dokąd zaprowadzi nas ta opowieść i jakie rozwiązanie mogłoby być happy endem? I czy w ogóle jest szansa na szczęśliwe zakończenie?

    Warto też wspomnieć o wydaniu – okładka od razu wpada w oko i wyróżnia się na tle masowo wydawanych teraz książek z okładką „śliczna dziewczyna, domek i kwiaty”. Widać również dobre oko korektora i redakcji, bo nie kojarzę czy w ogóle trafiłam na jakieś literówki. Naprawdę szczere gratulacje dla wydawnictwa Lira za odkrycie Pauliny Wróbel i potraktowanie poważnie jej niezaprzeczalnego talentu. 

    Polecam tę książkę – na wakacje, na prezent, na zimę, na długi łikend, na wieczór z herbatą, na hamak. Każdy moment jest dobry, żeby poczytać „Tajemnicę Sary H.” A ja czekam (niecierpliwie) na kolejną część i na inne powieści Pani Pauliny, bo myślę, że jej wyobraźnia jeszcze nas nieraz zaskoczy.

Komentarze

Publikowanie komentarza

Komentuj komentuj :)