poniedziałek, 5 lutego 2018

Username: Evie - Joe Sugg

    Większość książko-maniaków ma swoje "listy do przeczytania" - o mojej już kiedyś pisałam (Tu-gdyby ktoś był ciekawy). Oczywiście, wszystkie nasze listy - nieważne czy sporządzane bardzo uważnie czy takie, na które wpisujemy wszystko jak leci nie są ostateczne. Czasem tygodniami nie czytam nic z zaplanowanych rzeczy, za to rzucam się na nowości, na polecane i pożyczane pozycje przez koleżanki i, jak dobrze że są, okazje.
    Okazja trafiła się niedawno. W "Stokrotce" w koszu "za 9,99" wygrzebałam... komiks. Bardzo ładny na pierwszy rzut oka, porządnie wydany, no i tani ;) I zupełnie mi nie znany.

    Nie da się znać wszystkiego. Czasami ze wstydem muszę przyznać się do nieznajomości pozycji uznawanych za kultowe, a jak widzę rozmowy w grupach na facebooku lub forach internetowych to w ogóle zastanawiam się czy mogę nazywać się "fanem komiksów". Ale to chyba temat na inny wpis.

     W każdym razie wygrzebałam ten komiks, kupiłam, wygooglałam autora, który okazał się być popularnym youtuberem Joe Suggiem (ja oczywiście nie znam - ja w ogóle z YT znam tylko Ichaboda, Studio Accantus i Catus Geekus). 

    No i ło co chodzi?
   Komiks przedstawia nam historię Evie, która jest "szarą myszką". Ma jednego (niezbyt lojalnego) kolegę, wredną kuzynkę i chorego ojca, który wiecznie siedzi przed komputerem. 

    Niezwykle "nastolatkowa" historia. I tematycznie i literacko, ale nie uważam, żeby było to coś złego. Ciężko jest mi jednak rozpisywać się na temat tej opowieści, bo czytając ją czułam, że to nie ja jestem jej adresatem. Mamy w niej całą galerię standardowych postaci z tego typu utworów - szare myszki, kujony, królowe piękności i sportowców przystojniaków, ale mam wrażenie, że są to elementy obowiązkowe, bo nie wokół bohaterów kreci się akcja.

     Autor skupił się na stworzeniu "nowego świata", utopijnej krainy, która ma powstać dla Evie. Jak to w utopiach bywa, wystarczy mała iskra zła, żeby wszystko runęło i tak się też dzieje w tym wypadku. Nie do końca kupuję fakt, że jedna, durna zazdrośnica potrafiła zainfekować złem cały świat. Rozumiem, że autor poszedł w przesadę, bo tego wymagała fabula, ale było tego trochę za dużo, przez co zakończenie było bardzo naiwne. Nie odbieram tego jednak całkowicie negatywnie, ponieważ komiks, miał być czymś "na pokrzepienie serc" i wpisuje się we współczesny (bardzo pozytywny) trend, że nieudacznik też człowiek i jak wykrzesze z siebie trochę odwagi to będzie lepiej.

     Graficznie jestem pod wrażeniem. Ilustracje podobały mi się bardzo, łatwo było zauważyć, że wszystko co się dzieje w historii podkreślone jest kolorystycznie. Potęgowało to klimat całej opowieści.

      Szczególnie podobała mi się postać Unity, która miała być "każdym". Myślę, że to bardzo ciekawy zabieg, skojarzył mi się z Kafką, tylko, że u niego bycie "everymanem" było czymś złym, a w "Username: Evie" miało dać poczucie bezpieczeństwa.

      Warto zwrócić uwagę na bardzo porządne wydanie - mocną okładkę i ładny, kredowy papier. Wydawnictwo Insignis może nie trafiło najlepiej ze swoim (chyba) pierwszym komiksem, ale mam nadzieję, że jeszcze spróbuje, zwłaszcza jeżeli będzie to robić tak porządnie.

     Spokojnie mogę polecić komiks Joe Sugga, ale raczej młodym, nastoletnim czytelnikom. Dla dorosłych historia może być zbyt infantylna, a dla komiksiarzy za mało odkrywcza.


Moja ocena: 6,5/10
Autor: Joe Sugg i ekipa
Tytuł: Username: Evie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj komentuj :)