czwartek, 30 marca 2017

Kilka porad co zrobić, żeby nasze dziecko czytało

Nie od dziś wiadomo, że czytelnictwo w Polsce spada. Nie czytają dorośli, a co za tym idzie nie czytają dzieci. 

Nieczytające dzieci to nieszczęście, któremu trzeba przeciwdziałać. I to z całą mocą. Tragedia narodowa, katastrofa i wszystkie plagi egipskie. I nie, to nie jest sarkazm. Dorośli są dorośli i jeżeli nie chcą czytać to ich sprawa. Mogą się nawet tłumaczyć, że już się w życiu naczytali (sru-tu-tu-tu) lub podawać inne powody, dla których nie lubią zagłębiać się w lekturze, ale nie mam zamiaru biegać za podobno inteligentną istotą i wciskać jej w ręce powieści.

Z dziećmi i młodzieżą to inna sprawa. Napisano już wiele artykułów o pozytywnych skutkach czytania książek (link - punkt 8 oczywiście nie dla dzieci) i negatywnych też (link - zawsze się na tym śmieję), dlatego nie będę się tutaj zagłębiać w ten temat. Dzisiaj postanowię napisać o tym co my, dorośli możemy zrobić, żeby zachęcić nasze dzieci do czytania.

Słyszałam lub czytałam mnóstwo porad jak to zrobić. 

W tym roku minęło 10 lat mojej pracy w bibliotece, najczęściej z Wypożyczalni dla Dzieci i Młodzieży. 
10 lat obserwowania młodych czytelników i rozmów z nimi. 
10 lat prowadzenia lekcji, warsztatów i bibliotecznych zabaw. 
10 lat "profesjonalnego" zajmowania się literaturą dziecięcą i młodzieżową. 
No i dlatego myślę, że mając za sobą te lata praktyki wolno mi wypowiedzieć się na taki temat.

1. Czytać samemu

Tata rozłożony na kanapie z nosem w książce lub mama relaksująca się w fotelu z herbatą i lekturą działają jak najlepsza reklama. Dziecko nas obserwuje i widzi, że chwila z dobrą powieścią to sama przyjemność.

Nie raz musiałam gryźć się w język, kiedy przychodziła dorosła kobieta i skarżyła się, że jej dziecko nie czyta i prosi o polecenie czegoś ciekawego.
- A co Pani ostatnio czytała? - pytam
- Och, wie pani ja nie mam czasu, tyle rzeczy na głowie...

Z mojej własnej obserwacji wynika, że większość moich stałych czytelników przychodziło do biblioteki we dwójkę - rodzic do dorosłych, a dziecko na dziecięcą.

2. Kupować książki na prezent

Zawsze, na każdą uroczystość należy kupić książkę w prezencie. Dla dziecka będzie to skojarzenie, że książka to coś przyjemnego i ważnego, coś na co się czeka - prezent. Książki są drogie albo kupiliście już jakąś wypaśną zabawkę? Nie denerwujcie mnie zgranym i dawno obalonym "książki są drogie"! Są promocje, allegro, olx, kiermasze i antykwariaty. Dziecko się na was nie obrazi, że kupiliście używaną książkę. Poza tym wiele osób sprzedaje tanio książki przeczytane raz lub nietrafione prezenty, więc czasami nawet nie widać, że egzemplarz był już używany.

3. Brać przykład z innych


Z tego co wszędzie słychać i o czym informują nas media, Polska jest na samym dole tabelek ze statystykami czytelnictwa. Co w takim razie dzieje się w innych krajach, że czytelnictwo kwitnie, a pisarze żyją z pisania (u nas mogłaby żyć z pisania garstka najpopularniejszych autorów - cała reszta ma normalne prace)? Poszukajmy, podowiadujmy się! Niektóre rozwiązania można wprowadzić we własnym domu, inne zaproponować w klasie lub szkole. 
Sama jak tylko Mały Pędzik i Słoneczny Filozof pójdą do szkoły mam zamiar namówić ich nauczycielki na "rzuć wszystko i czytaj". Polega to na tym, że uczniowie mają ze sobą książki. Co pewien czas ze szkolnych głośników rozlega się sygnał, a wówczas wszyscy odkładają pióra, wyłączają komputery, przestają mnożyć i oddają się na 10 minut lekturze. Taką akcję znam z bloga polki, która mieszka w Katarze i jej dzieci miały tam taką zabawę. Blog już nie działa, ale jakby ktoś chciał poczytać to proszę link - tu o czytaniu, link - tu blog

4. Czytać od najmłodszych lat

O tym punkcie chyba nie muszę się rozpisywać. Akcja Cała Polska Czyta Dzieciom robi to za mnie od lat. 
Dlaczego warto czytać dziecku? - wypisane w punktach.

5. Nie wciskać swoich ulubionych książek

Rodzice, aby zachęcić dziecko do czytania często polecają pociechom swoje ulubione książki z dzieciństwa. W 90% przypadków to błąd. Dlaczego? 
Załóżmy, że od dzieciństwa rodzica minęło około 20 lat. Zmienił się styl pisania, sposób wydawania książki, pojawiły się technologie, których wcześniej nie było, porusza się inne tematy. Owszem są powieści, które nigdy nie odejdą w zapomnienie, jak "Dzieci z Bullerbyn" czy "Ania z Zielonego Wzgórza", ale niestety wiele książek powoli zostaje na bibliotecznych półkach. Z ogromnym smutkiem obserwuję, że niegdyś wyrywana sobie "Ala Makota" stoi zapomniana, coraz ciężej przekonać mi dziewczyny do pierwszych tomów "Jeżycjady". W przypadku książek dla najmłodszych jest trochę lepiej, ale i tam widać zmiany gusta czytelników

6. Zorganizować dziecku jego własną półkę z książkami

W skrócie - własna półeczka to również powód do dumy, zwłaszcza jeśli rodzic wypełni ją odpowiednimi pozycjami. Kiedy ją zorganizować i jak dobrać książki - o tym  osoby artykuł LINK

7. Nie naciskać na czytanie, lektur też.

Na warsztatach zorganizowanych przez CPCD, w których brałam udział, pani psycholog tłumaczyła, że nawet czytać dziecku należy wtedy kiedy ono samo chce, a nie zmuszać do słuchania. 
Wiadomo - im bardziej naciskamy, tym bardziej dziecko uparte i nie chce.
Co do samych lektur wszyscy wiemy - kanon prawie nie zmieniony od lat, na wspomnienie niektórych "dzieł" budzimy się z krzykiem w nocy. Coraz więcej uczniów czyta streszczenia - nawet ci dobrzy uczniowie. Nie te tematy, nie ten styl i bardzo często - nie ten czas. Czytania Literatury (celowo z dużej litery) trzeba się nauczyć. Zanim pobiegniemy w wyścigu musimy wstać, nauczyć się chodzić, potem biegać w ogóle i dopiero możemy się ścigać. Mówi się, że każdy Polak powinien przeczytać "Pana Tadeusza" i sienkiewiczowską trylogię. No jasne, ale niech to będzie dorosły Polak świadomy swojego wyboru i świadomy tego co czyta. Nie męczmy nastolatka, którego największym czytelniczym osiągnięciem jest czytanie internetowych wiadomości sportowych, "Krzyżakami"! A potem wielkie dziwo, że nastolatek nie wie, że czytanie to frajda.

8. Komiks to nie głupota!

Pomijany, niedoceniany, czasem w artykułach o czytaniu wskazywany jako "mniejsze zło", bo więcej obrazków niż tekstów.
Boleśnie lekceważony, krytykowany za infantylność, potrafi być lepszy niż niejedna książka.
To też się nadaje na osoby artykuł - komiks, w dzisiejszych czasach jest trwałym elementem kultury. Czasem to świetne historie, masowo ekranizowane jak uniwersa Marvela i DC, czasem dzieła sztuki jak seria Azymut, a czasem, tak jak tzw. "czytadła", rewelacyjny sposób na relaks. 

Ile w samym "Kaczorze Donaldzie" odniesień do literatury! Mnóstwo historii zostało opartych na klasykach - "Cierpienia młodego kaczora", "Zakochany złośnik" i wiele innych. Pojawiają się ciekawe postacie - artyści, bohaterowie, sportowcy, których znamy z realnego świata.

9. Poszukajcie książek, które spodobają się i Dziecku i Tobie

Kiedy z westchnieniem bierzemy do ręki książkę, przewracamy oczami i  mówimy zrezygnowanym głosem "Dobrze, poczytam Ci o konikach" to dajemy raczej negatywny obraz czytania. Czasem trzeba zacisnąć zęby i przeczytać córce książeczkę o kucykach. I to z entuzjazmem! Albo poszukać powieści, które spodobają się wam wszystkim.
Nie istnieje (jeszcze!) w Polsce coś takiego jak literatura rodzinna. Znaczy istnieje, ale nie jest traktowana jako osoby dział. Rozmawiałam o niej z autorem książek dla dzieci i młodzieży, panem Pawłem Beręsewiczem, który stara się tworzyć taką właśnie literaturę (i mu się udaje :) )
Najprościej rzecz ujmując - chodzi po prostu o książki, których czytanie sprawi przyjemność i małym czytelnikom i dużym. Coś jak film "Shrek" - niby bajka, a to dorośli najwięcej się śmiali (że nie wspomnę o scenach, które dla dziecka w ogóle nie były odpowiednie)
Takich książek jest coraz więcej - Mikołajek, Ciumkowie i inne powieści Pawła Beręsewicz, książki Łukasza Wierzbickiego. Trzeba szukać.

10. Przyjdźcie do biblioteki.

Z chodzenia do biblioteki można zrobić wspólny rytuał. Może być to naprawdę miła wycieczka. Biblioteki mają coraz większą ofertę nie tylko książkową, ale też lekcje, zabawy, zajęcia.
No i nawiązując do punktu 5, kto jeśli nie bibliotekarka poleci ciekawą, współczesną i "na topie" książkę dla Twojej pociechy?

11. Dostosuj temat do swojego dziecka

Znowu nawiązanie do punktu 5. Choćbyś był nie wiem jakim fanem Harrego Pottera i jaka by nie była świetna Ania Shirley to nie dawaj ich dziecku, jeżeli najbardziej na świecie lubi zwierzątka lub pojazdy. Poszukaj ciekawych książek o tym co lubi dziecko - podpowie Ci bibliotekarka lub internet.

12. Pogódźcie się z tym, że wasze dziecko po prostu czytać nie lubi...

Mam nadzieję, że w tym punkcie się mylę. Niestety osobiście znam rodzinę, gdzie pasjonaci książek mają trójkę dzieci. Najmłodsze i najstarsze kocha czytanie, za to średniego nie namówisz żadną siłą. Nie lubi i już...


poniedziałek, 20 marca 2017

Mój pierwszy raz z Musso

    Wracam do życia blogowego - mam nadzieję, że szpitale, choróbska i inne paskudztwa już za mną i moją rodziną. Nareszcie czytam i mam chwilkę, żeby pomyśleć o tym, że czytam. Wierzcie mi - naprawdę czasem trudniej jest znaleźć czas na myślenie niż czytanie.

    Jednak ten czas nadal mam mocno ograniczony i w związku z tym postanowiłam, że wrócę do literackiego świata czymś co uchodzi za lekkie i sprawdzone. Mój wybór padł na książki Guillaume Musso, w którym wiele moich koleżanek zaczytuje się z przyjemnością.

    W domu mam kilka jego książek - kupionych na wyprzedażach, nabytych na wymianach książkowych. Przyznaję, że nie zastanawiałam się, którą pozycję mam wybrać - wzięłam "Kim byłbym bez ciebie?", bo była pierwsza z brzegu.
 
    "Kim byłbym bez Ciebie" opowiada o miłości Martina i Gabrielle. Zakochują się w sobie jako dwudziestolatkowie, ale los ich rozdziela. Martin próbuje jeszcze walczyć, ale przegrywa. Mijają lata, a mężczyzna nadal żyje wspomnieniem miłości swojego życia. Wiedzie samotne życie policjanta, a jego celem jest złapanie nieuchwytnego przestępcy - złodzieja obrazów. Archibald skradł wiele dzieł sztuki - czym zakończy się jego pojedynek z młodym policjantem?

      Wrażenie? Jestem jednocześnie zadowolona, zaintrygowana i rozczarowana.

    Zadowolona, bo książka  faktycznie była tym czego oczekiwałam - uroczym, napisanym przyzwoicie romansem, który przeczytałam błyskawicznie. Nie musiałam się skupiać, wysilać, myśleć, bo lektura po prostu płynęła przed moimi oczami. 

    Zaintrygowana, ponieważ autor nie bał się przełamać granicy fantastyki, dzięki czemu wyłamał się typowemu romansidłu. Miałam okazję zobaczyć jego wyobrażenie "życia w śpiączce" i wyłamanie się barierom logiki. To miła odmiana, ponieważ zwykle autorzy wyciskaczy łez unikają czegoś takiego jak ognia. Nawet jeśli czasem ich książki "łamią bariery logiki" to robią to w inny, niezbyt pozytywny sposób ;)  - mówię oczywiście o momentach kiedy bohaterowie robią coś wbrew zdrowemu rozsądkowi i zachowują się idiotycznie, a dzieje się tak tylko dlatego, że autor nie wiedział jak popchnąć historię do przodu.

    Niestety, żeby nie było zbyt miło i cukierkowo mam również kilka dosyć poważnych zarzutów. Przede wszystkim autor niestety nie unika owych idiotycznych zachowań. Motorem całej historii jest rozdzielenie kochanków, ale kiedy Martin podejmuje desperacką próbę zachowania ich miłości i leci do Nowego Jorku, Gabrielle nie przyjeżdża. Czemu akurat tam, skoro poznali się w San Francisco i tam mieszkała dziewczyna?  I czemu nie powiedziała Martinowi, dlaczego nie przybyła na spotkanie? Nie była to tajemnica, której nie można by było powiedzieć ukochanemu. 
    Takich  "sztucznych napędzaczy akcji" jest jeszcze kilka, ale można powiedzieć, że to się zdarza. Nie rozumiem jednak, dlaczego autor wprowadził wątki Swietłany i dziewczynki z ośrodka wychowawczego? Oba są bardzo ciekawe, ale potraktowane tak pobieżnie, że aż przykro. Takie "Wow, Martin jest taki super ekstra, ma złote serce, patrzcie" i poza tym nic.
     Najgorsze jednak jest zbyt płytkie potraktowanie postaci Archiego. Wiem, że "Kim byłbym bez Ciebie" nie miała być powieścią sensacyjną, ale parę szczegółów dotyczących jego włamań mogłoby być interesujące.
     Najdziwniejsze było jednak zakończenie, które sprawiało wrażenie jakby autorowi znudziło się pisanie i chciał je zakończyć jak najszybciej.

    Minusem jest niestety również nasze polskie wydanie. Opis książki z tyłu okładki zawiera błąd i to w imieniu głównej bohaterki. Czcionka jest ogromna, jak w wypracowaniu ucznia, który miał oddać 5 stron, a napisał tylko 3 (chociaż to, dla niektórych pewnie będzie akurat plus).

     Kiedy w bibliotece pojawia się jakaś nowa książka Musso natychmiast robi się kolejka czytających - rozumiem teraz dlaczego tak się dzieje, ale ja do tych kolejek nie dołączę. Dam autorowi jeszcze jedną szansę i przeczytam inną jego powieść, ale tym razem postaram się dobrze przemyśleć którą. 

Moja ocena: 5/10
Tytuł: Kim byłbym bez Ciebie?
Autor: Guillaume Musso
Dla kogo: Nie wiem